Black & White 2
Black & White 2 - najnowsza produkcja Lionhead Studios (Black&White, Fable: The Lost Chapters) jest innowacyjna, jak zresztą większość z dzieł, do których powstania przyczynił się Peter Molyneux. To mieszanina koncepcji pochodzących z The Settlers, Populus i jajka Tamagotchi, doprawiona elementami zręcznościowymi i garścią zagadek logicznych, zaserwowana w postaci RTS-a, choć z RTS-em w istocie niewiele mająca wspólnego. Wszystko jasne?
![]() |
|---|
Black & White 2 daje Ci niepowtarzalną okazję do wcielenia się w rolę boga. Fajna fucha. Grę rozpoczynasz w bardzo niefortunnym dla twych wyznawców – Greków – momencie. Azteckie armie wdarły się do stolicy, by siać śmierć i zniszczenie. Jedyne, co możesz zrobić w tej krytycznej sytuacji, to opóźnić chwilę ich triumfu i uratować tylu mieszkańców, ilu tylko zdołasz. Jest to misja wprowadzająca, mająca za zadanie zapoznać cię z mechaniką oraz fabułą gry i jako taka jest niezwykle krótka i prosta. Twym dalszym zadaniem będzie przywrócenie plemienia Greków do dawnej świetności poprzez opanowanie 5 wysp zamieszkanych przez popleczników twych krwiożerczych wrogów (Ludzie Północy stylizowani na wikingów i Japończycy) oraz zdobycie 2 wysp należących do złych adwersarzy – Azteków. Rozgrywkę na każdej z wysp rozpoczynasz od zera (z wyjątkiem ostatniej), dostając spis wymagań dodatkowych, których wykonanie nie jest konieczne, aczkolwiek opłacalne. Za wykonane zadania otrzymujesz “punkty trybutu”, które są czymś w rodzaju boskiej waluty – za nie będziesz mógł zakupić plany nowych budynków, zwiększyć swe boskie możliwości, nauczyć się posługiwania cudami, przywołać dodatkowe zastępy wojaków itp. Po wyspie rozsiane są też zadania dodatkowe, mające postać zagadek logicznych bądź minigier zręcznościowych.
Główny cel można osiągnąć na trzy sposoby. Pierwszy z nich – pacyfistyczno-urbanistyczny – sprowadza się do zbudowania imponującego miasta, wypełnionego radosnymi, nucącymi wesołe piosenki ludźmi. Styranizowani przez swych władców tubylcy opuszczą wtedy swe zacofane osady i wyemigrują, dołączając do grona twoich wyznawców. Druga metoda osiągnięcia panowania nad wyspą zasadza się na militarnej dominacji nad żałosnym komputerowym przeciwnikiem i krwawym podboju wszystkich jego wiosek. Jednak nawet w Black&White 2 życie nie jest czarno-białe. Wielkie i piękne miasta potrzebują ochrony uzbrojonych wojów, a ogromne formacje uzbrojonych wojów potrzebują zaopatrzenia pochodzącego z miast. Wniosek? Bardzo ciężko jest zastosować czysto kulturową bądź czysto wojskową metodę podboju (choć jest to możliwe). Najpraktyczniejszym przepisem na zwycięstwo jest stosowanie taktyki kombinowanej – biednym i smutnym mieszkańcom wyspy imponujemy, bogatym i radosnym obcinamy głowy.
Tutaj, niestety, drogi Czytelniku, zmuszony jestem zrezygnować z neutralnego tonu obiektywnego recenzenta i przejść do wrednej, złośliwej krytyki. Gra w Black&White 2 nie polega na dokładnym planowaniu oraz realizowaniu kolejnych strategicznych, ekonomicznych i taktycznych posunięć, ale na mechanicznym wykonywaniu wciąż tych samych czynności. Rozbudowa miasta polega na stawianiu jak największej ilości jak najbliżej siebie położonych budynków (jedyne, co ratuje od nudy, to duża ich różnorodność). Zarządzanie miastem polega na gapieniu się na budynki, gdyż z chwilą, w której postawisz dostateczną ich ilość, nie ma możliwości, by coś było z twoją piękną metropolią nie tak. Nie powiem, podczas pierwszych etapów jest to nawet przyjemne, ale bardzo szybko robi się nużące. Swobodę oraz możliwość w prowadzeniu działań militarnych, jakie zaofiarowali graczowi programiści z Lionhead, porównać można ze swobodą i możliwościami zatopionego w bursztynie komara. Do dyspozycji masz trzy rodzaje jednostek: uzbrojonego w broń białą piechura, łucznika i katapultę, którymi jesteś w stanie wydawać rozkazy pokroju “atakuj”, “broń”, “stój” lub “idź”. Zapomnij więc o jakiejkolwiek taktyce bardziej skomplikowanej od frontalnego ataku, gdyż próba jej wdrożenia może przysporzyć cię o wrzody żołądka. Miniporadnik gwarantujący sukces w B&W2? Proszę bardzo: zbuduj tyle budynków, ile się da lub/i wytrenuj więcej żołnierzy od wroga.
![]() |
|---|
Od wyboru stylu gry, czyli proporcji między liczbą wrogów olśnionych i zdekapitowancyh, w głównej mierze zależy charakter bóstwa, w którego rolę przyjdzie Ci się wcielić. Propaguj teorie o dominacji narodu greckiego ogniem i mieczem, a zostaniesz skłonnym do niepokojącego chichotania bogiem złym. Szerz piękno greckiej kultury, stawiając monumentalne miasta, a ani się obejrzysz, gdy zaczniesz śpiewać wesołe piosenki ze swymi wiernymi jako bóg miłosierdzia i dobroci. Oczywiście, na twój charakter ma wpływ wiele czynników, jednak zasada jest prosta – konstruktywne działania są dobre (wznoszenie budynków, dostarczanie surowców, nawadnianie pól etc.), destruktywne działania są złe (niszczenie budynków, zabieranie surowców, ciskanie wiernych do oceanu etc.). Tyle odnośnie teorii etyki, a jaki wpływ mają dobre i złe uczynki gracza w praktyce? Niestety, głównie kosmetyczny (choć rzeczona kosmetyka jest bardzo widowiskowa, o czym później). Postawa, jaką zdecydujesz się reprezentować, nijak nie wpływa na fabułę rozgrywki, co, niestety, odrobinę zawodzi, choć oczywiście nie jest jakimś wielkim mankamentem.
Jako bóg dysponujesz szeregiem (niezbyt długim) boskich mocy (niezbyt imponujących), z których możesz korzystać w obrębie strefy twojego wpływu (niezbyt rozległej). Aby korzystać z dobrodziejstw oferowanych przez moce (ognista kula, kula wody, uzdrowienie, piorun, meteoryt), potrzebować będziesz many, magicznej energii zdobywanej dzięki modłom lub pozbawianiu życia wiernych w rytualny sposób. O ile boskie moce przypominają asortyment czarów początkującego maga z pierwszego lepszego cRPG, o tyle cuda (ogromne budowle, wymagające osobnego ładowania many) oferują potężne zaklęcia, które możesz rzucić bezpośrednio na wrogie miasta – wybuch wulkanu, trzęsienie ziemi, huragan itp.
Osobny (choć nie za długi) akapit należy się chowańcowi (małpa, krowa, wilk lub lew), tajemniczej istocie, która towarzyszyć ci będzie od momentu rozpoczęcia rozgrywki. Ogromny wirtualny zwierzak, jak na istotę obdarzoną symulacją wolnej woli przystało, wymaga uwagi i nauczania (choć w tym konkretnym przypadku tresura byłaby lepszym określeniem). Metodą kija i marchewki warunkujesz jego przyszłe zachowania oraz charakterystykę zewnętrzną. Zależnie od twojego stylu gry – możesz zmienić chowańca w futrzastą maszynę do zabijania, wesołego stworka poprawiającego samopoczucie twoich wiernych radosnymi pląsami czy budowniczego. Opieka nad zwierzakiem to jeden z ciekawszych (jeśli nie najciekawszy) elementów gry, pozwala oderwać się od nużącej roboty administracyjnej i wszystkich tych monotonnych zajęć będących nieodłączną częścią pracy w charakterze boga.
![]() |
|---|
Największą wadą B&W2 jest poziom trudności rozgrywki. Niekonfigurowalny i zdecydowanie zbyt niski, by wyszedł grze na dobre. Nie ma się zresztą czemu dziwić – bogowie na ogół triumfują nad przeciwnikiem będącym niezbyt rozgarniętą zbieraniną algorytmów. AI komputera jest żałosna – defensywnie usposobiona, a gdy już zdarzy jej się wykonać jakiś ofensywny ruch, to przypomina on bardziej rytualne samobójstwo niż atak. Najsmutniejsze jest to, że żenująca głupota AI nie ma większego znaczenia. W momencie, w którym posiądzie umiejętność posługiwania się cudami ofensywnymi, twojego miasta nie byłby w stanie zdobyć nawet Aleksander Wielki do spółki z Napoleonem. Wrogi pluton, który nieopatrznie wkroczy na obszar twojego oddziaływania jesteś w stanie wyeliminować w przeciągu 2 sekund, spuszczając na głowy wrażych wojaków ognistą kulę. Na neutralnym i wrogim terenie szanse są już bardziej wyrównane, choć jeśli zdecydujesz się wyszkolić swego zwierzaka na żołnierza, to jedynie jakiś szczególnie pechowy zbieg okoliczności (w rodzaju inwazji terrorystów irackich na twój dom) może odebrać Ci zwycięstwo. Kolejnym mankamentem jest możliwość stosowania taktyk faul play, bez większych trudności można rozciągnąć strefę swych wpływów do murów wrogich miast, stawiając przypadkowe budynki, by następnie zasypać niewiernych gradem kamieni i ognistych kul. Wszystko to umożliwia przeprowadzenie ofensywnej kampanii przy wykorzystaniu masywnych sił lądowych w liczbie jednego rekruta. Bardzo przykry fakt, sprawiający, że wojowanie w B&W2, zamiast bawić i emocjonować, bardzo szybko staje się nużące, nie rzucając graczowi żadnego wyzwania i w konsekwencji nie dając żadnej satysfakcji z wygranej.
Graficznie B&W2 prezentuje się bardzo okazale. Poraża ilość i jakość wykonania szczegółów – nieraz, zamiast nadzorować rozwój miasta, przyglądałem się dymowi unoszącemu się z komina willi, mozaice stanowiącej podłogę łaźni czy falującym źdźbłom traw. Warto też oderwać się od swych obowiązków naczelnego bóstwa, by obejrzeć wschód słońca, czy też z lotu ptaka popodziwiać kunszt wykonania burzowych chmur. Architektura każdej z nacji jest odmienna, a wyspy różnią się między sobą klimatem, więc na monotonię otoczenia narzekać nie powinieneś. Ogromna pochwała należy się grafikom Lionhead Studios za wyśmienite odwzorowanie zmian twego boskiego charakteru. Bądź miły dla swych wyznawców i przynoś im ulgę w trudach codziennego życia, a twa osada zmieni się w piękną i utopijną metropolię. Bądź zły, a twe miasto zamieni się w postawioną na wypalonej ziemi zbieraninę mrocznych, porośniętych bluszczem budowli. Jedyne co można zarzucić szacie graficznej, to niewielka odległość wyświetlanych szczegółów (draw distance) – przy średnim oddaleniu, z jakiego najczęściej przyjdzie Ci korzystać, mieszkańcy twojego miasta są niewidoczni, co jest nie tylko nieestetyczne, ale też irytujące, gdyż zmusza do najazdów kamery za każdym razem, gdy zechcesz czegoś od swych wyznawców.
Oprawa dźwiękowa gry stoi na najwyższym poziomie. Ze smutkiem przyznaję, że nawet ja nie mam się do czego przyczepić. Przeciwnicy często i na ogół dość niewybrednie komentują twoje poczynania, przez co można niekiedy zapomnieć, że tak naprawdę walczy się z ciągiem zer i jedynek – mała rzecz, a cieszy.
Interfejs B&W2 został stworzony po mistrzowsku i nawet taki stary pierdziel i malkontent jak ja nie mógłby tego nie dostrzec. Wszystkie czynności wykonywane są za pomocą myszy – prosto i intuicyjnie, a klawiatura przydaje się jedynie podczas zapisu stanu gry. Kursor, przekonywująco ucharakteryzowany na boską dłoń, jest uniwersalnym narzędziem zarządzania i spełnia swą rolę wyśmienicie.
Black & White 2 to gra trudna do jednoznacznej oceny. Nie można zmieszać jej z błotem przez szacunek dla Petera Molyneux oraz niezaprzeczalne walory oprawy audiowizualnej. Nie można jej zachwalać z przesadnym entuzjazmem, gdyż mimo licznych innowacyjnych rozwiązań jest słabą i nieciekawą strategią. Tym niemniej, z powyższych oświadczeń wcale nie wynika, że jest grą średnią. Niektórzy zachwycą się bogactwem szczegółów graficznych i pomysłem na rozgrywkę (bądźmy szczerzy, kto nie chciałby być bogiem?), inni z pogardą stwierdzą, że jest do bani. Ja sam przychylam się do tej drugiej opinii, choć mimo wszystko spędziłem przy Black & White 2 kilka miłych chwil.
Wymagania sprzętowe (wg producenta)
| procesor | 1,6 GHz |
| RAM | 512 MB |
| karta graficzna | 64 MB z obsługą 1.1 Pixel Shader |
| HDD | 3,5 GB |
Screeny pochodzą z oficjalnej strony gry.
Autor: Sochal
pansochal@o2.pl









