Jim Jarmusch

Aktor, scenarzysta, producent, montażysta, operator, kompozytor, muzyk. W swoich filmowych obrazach nieustannie powraca do motywu drogi. Miłośnik europejskiej kultury dążący do obalenia mitu Ameryki jako raju na ziemi. Uważa, że Dante należał do kultury hip-hopu, bo posługiwał się językiem ulicy (pisał po włosku, gdy inni używali łaciny). Jim Jarmusch, reżyser kultowy.

Urodził się 22 stycznia 1953 roku w Akron w stanie Ohio, w rodzinie węgierskich emigrantów. Oglądał japońskie horrory i filmy o Jamesie Bondzie, ale większe wrażenie zrobiły na nim dopiero czarno-białe produkcje z Robertem Mitchumem. Jego ojciec był biznesmenem a matka dziennikarką, ale to babcia, miłośniczka sztuki modernistycznej, popierała jego literacką pasję. Gdy miał 17 lat, postanowił, że zostanie poetą, więc pojechał do Nowego Jorku szukać inspiracji. Zainteresowanie tą dziedziną sztuki spowodowało, że studiował najpierw dziennikarstwo na Northwestern University, a później literaturę amerykańską i angielską na Uniwersytecie Columbia. W czasie ostatniego roku studiów wyjechał do Paryża, gdzie większość czasu spędzał w tamtejszej filmotece - Cinémathèque Française, tam zainteresował się kinem, oglądał filmy z całego świata, co spowodowało, że po powrocie do Stanów i ukończeniu studiów literaturoznawczych, rozpoczął naukę w Tisch School of the Arts w Nowym Jorku, przyłączył się też do zespołu The Del-Byzanteens. Wynajmował pokój za 150 dolarów miesięcznie, ale był zachwycony atmosferą, nieprawdopodobną energią, artystami i ideami. Wtedy też poznał Nicholasa Raya (reżysera „Buntownika bez powodu”) i szybko został jego osobistym asystentem. Zostali bliskimi przyjaciółmi, Ray pomógł mu w zrealizowaniu jego pierwszego pełnometrażowego filmu „Nieustające wakacje”, który z uznaniem został przyjęty przez krytyków. Dzięki znajomości Wima Wendersa rozpoczął współpracę z producentem swoich kolejnych filmów - Otto Grokenbergerem i operatorem Robbym Müllerem.

Pisze scenariusze do swoich filmów, okazjonalnie grywa niewielkie role w reżyserowanych przez siebie obrazach. Jarmusch zajmuje się też kręceniem wideoklipów Toma Waitsa, Neila Younga i Talking Hades. Bardzo ważna w jego filmach jest muzyka. Jim gromadzi pomysły, a gdy ma już bardziej sprecyzowaną koncepcję, wie, kto mógłby zająć się jej tworzeniem. Jak twierdzi, to są jego marzenia, a do tej pory miał tyle szczęścia, że nikt nie odmówił mu współpracy. Pierwszymi płytami, które kupił, były „Strange Days” The Doors i „Are You Experienced?” Jimiego Hendriksa, lubi muzykę Roberta Johnsona i Thelonious Monk. Kiedy pisze scenariusz, to poszczególne role tworzy z myślą o konkretnych osobach i większość rzeczywiście zgadza się grać u niego.

Przez niektórych nazywany jest ojcem i pionierem niezależnego filmu amerykańskiego, jednak on sam uważa, że na takie miano zasługują Cassavetes czy Ed Wood, a on tylko tworzy filmy. Do pracy inspirują go tacy reżyserzy, jak: Nick Ray, Sam Fuller, Douglas Sirk, Edgar G. Ulmer i Henry Hathaway. Pracował z osobami, które nie są aktorami, jak np. Iggy Pop czy Jay Hawkins, ale twierdzi, że to czy ktoś poradzi sobie z zagraniem roli w filmie, zależy nie tylko od ukończenia szkoły, ale także od charakteru i włożonej pracy. Większość muzyków nie sprawdziłaby się, ale Iggy Pop i Jay Hawkins są bardzo dobrymi i inteligentnymi obserwatorami, a to powoduje, że są całkiem niezłymi aktorami. Jego filmy przyrównano do oceanu - wolne, kontemplacyjne, ale płynące rytmicznie i bardzo głębokie. 16 października na ekrany polskich kin wszedł jego najnowszy film „Broken Flowers”. Bill Murray, Sharon Stone, Julie Delpy – to oczywiście tylko część obsady, ale już te nazwiska zachęcają, by pójścia do kina.

Wybrane filmy:


Autor: Julia Kuszak
juliakuszak@gazeta.pl