Komornik
Ocena filmu: 6/10
Feliks Falk przynosi nadzieję na większą frekwencję w tych kinach, gdzie wyświetla się polskie filmy. “Komornik” – dynamiczny, zindywidualizowany, pełen metamorfoz – jest idealny dla demokratycznej większości. Naiwny byłem jednak, oczekując zachwycającej rewelacji lub przełomu w polskiej kinematografii.
Film, który jest już zdobywcą Złotych Lwów, to dramat – schematyczny, ale wbrew pozorom prosty. Jest w nim bezwzględność, chora perfekcja, przemiana i znany już sposób zrzucania odpowiedzialności na wszystko wokół, czyli na “zasraną rzeczywistość”.
W tym smrodliwym otoczeniu dobrze się żyje Lucjanowi Bohmie (Andrzej Chyra). Zarabia krocie, wszystkiego ma w bród. Odnosi sukcesy zawodowe – bardzo zresztą specyficzne: zabiera dłużnikom wszystko, co się da. Jest bezwzględnym idealistą, dla którego prawo jest Bogiem. Ludzie go nienawidzą, niejeden chciałby go zniszczyć, ale on i tak robi swoje – do momentu, w którym kolejną jego ofiarą okazuje się… jego była dziewczyna (Kinga Preis).
Cały film jest jedną wielką obserwacją zachowań Bohmy – jego ironicznych reakcji, uporczywości w działaniu, jego przemiany i ostatecznej klęski, do której się nie przyzna. Nie jest to jednak studium psychologiczne; jego osobowość nie stanowi tu pretekstu do określania jakiegokolwiek stanu czy zjawiska. To raczej energiczny spektakl jednej postaci (zresztą świetnie grającej swoją rolę), która zaczyna nagle wychodzić poza scenę i umykać w nieznane nikomu przejście – kiczowato, dodam, niejasne. Inni bohaterowie (m.in. dziewczyna Bohmy, czyli powracająca w wielkim stylu Kinga Preis) okazują się przelotnymi kukiełkami, zupełnie tracącymi na wartości w płytkiej konkluzji.
Myślałem, że będzie to przełom dla polskiego kina. A jednak “Komornik”, po dobrym początku, traci na wartości wraz z rozwojem akcji. Przemawiający coraz mocniej pesymizm i odrętwienie, są dla widzów męczące. Oryginalna ironia odchodzi w cień pod wpływem przygnębiającej powagi. Śląsk (ledwo zresztą zauważalny, a już na pewno nie odczuwalny) staje się całą Polską, w której bycie złym lub dobrym, perfekcjonistą czy obojętnym, komornikiem czy dłużnikiem – nikomu nie czyni różnicy w samopoczuciu. Wszystko w marazmie ciągłego niezadowolenia.
Metamorfoza Bohmy została przejaskrawiona, trudno w nią uwierzyć. Nawet jeśli powinienem ją potraktować z przymrużeniem oka, gdyż wymaga tego pełna sprzeczności osobowość bohatera, to nie widzę w niej żadnej logiki, tylko depresyjny chaos.
Atutem “Komornika” jest realizacja. Dynamika obrazów nie pozwala widzowi na nudę. Dobra jest też obsada, dzięki której film wiele zyskuje. Wreszcie niebanalna muzyka, wprowadzająca – niejako dla równowagi – uspokojenie i refleksję. Wprawdzie może to nasuwać myśl o afirmowaniu przeciętności, ale tak właśnie z tym filmem jest: nie pójść to strata, pójść – żadne przeżycie.
Autor: Paweł Urbanik
07-10-2005
Recenzja pochodzi z serwisu www.film.pl






