Tibia MMORPG
Gry RPG, zarówno te papierowe, jak i te rozgrywane przy pomocy komputera, fascynowały mnie od zawsze. Długo można by pisać o tytułach takich jak Fallout, Final Fantasy czy wielkie sagi Baldurs Gate, dziś jednak chciałbym opisać fenomen gry, która od początku do końca opiera swoje działanie na rywalizacji wielu zawodników jednocześnie, gry, która przy swoich niewielkich rozmiarach uderza ogromem przedstawionego świata i stwarza nieskończone wręcz możliwości dla sympatyków RPG.
Przebudzenie bogów
„Nim stał się świat istniała tylko otchłań, niezmierzona w czasie i przestrzeni…”
The genesis of Tibia (by Knightmare)
Tibia, gra, o której właśnie mowa, jest chyba jedyną w swoim rodzaju platformą, która pomimo wielu wad zdobyła (zdobywa) wielką popularność, a szeregi jej zwolenników wciąż rosną - z dnia na dzień. Jakkolwiek wady tej produkcji mogą (i robią to z powodzeniem) zniechęcić wielu graczy, jej dobre strony przyciągają ich równie dużą ilość. Zacznijmy jednak od początku…
Początek dziejów
„W swej nieskończonej mądrości Uman szybko zdał sobie sprawę, że Tibiasula może być potężnym sprzymierzeńcem dzieła wszelkiego stworzenia…”
The genesis of Tibia (by Knightmare)
Jedynie przypadek zadecydował o tym, że Tibia stała się pierwszą grą MMORPG, z jaką kiedykolwiek miałem styczność. Nie mniej jednak nie żałuję czasu, jaki poświęciłem produkcji CipSoftu, i pewien jestem, że jeszcze wiele godzin gry przede mną.
Wszystko zaczyna się od ściągnięcia ze strony producenta darmowego klienta Tibii, zajmuje on kilka MB, więc nie trwa to zbyt długo. Następnie musimy przejść przez proces rejestracji naszego nowego konta i utworzyć pierwszą postać, która zamieszka w świecie Tibii. Od rozpoczęcia rozgrywki dzieli nas jeszcze tylko wybór serwera (jest ich 66!!!) i po chwili lądujemy na Rook’u.
Wyspa „nowych” - bo tym właśnie jest Rook – to przede wszystkim malutkie miasto Rookgaard, gdzie zaczyna się nasza przygoda, która okazać się może równie fascynująca, co niebezpieczna. Pierwsze godziny spędzone pośród Tibiańczyków mogą zniechęcić niejednego zapaleńca, gdyż wiele się trzeba nauczyć (wiadomo - początki bywają trudne), by opanować podstawowe zasady rządzące tym wirtualnym światem. Gdy osiągniemy „magiczny” 8 poziom doświadczenia, a zapewne troszkę to potrwa, udajemy się do wyroczni. Ta zapyta nas, czy jesteśmy gotowi stanąć naprzeciw swego przeznaczenia, w efekcie dane nam będzie kontynuować grę jedną z czterech klas: Wojownika, Paladyna, Maga, bądź Druida. Następnie zostaniemy automatycznie obywatelami jednego z kilku istniejących na kontynencie miast i właśnie w tym momencie rozpoczyna się właściwa przygoda. Tyle, jeśli chodzi o stronę fabularną (śmiech), zajmijmy się więc bardziej konkretnymi sprawami…
Narodziny żywiołów
„Więc stało się tak, że narodziła się Tibia, żyjący rdzeń wszelakiego stworzenia. Składała się ona z żywiołów…”
The genesis of Tibia (by Knightmare)
Fenomen Tibii polega na umieszczeniu graczy w plastycznym środowisku, pozwalającym egzystować zarówno tym graczom, którzy szukają tylko chwili relaksu, jak i tym pragnącym związać się z grą nieco bardziej. Wynika to z faktu, iż gra jest na tyle prosta i niewymagająca, by poświęcać jej tylko chwilkę dziennie, a zarazem może być skomplikowana na tyle, by przyciągnąć do monitorów zapaleńców. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że CipSoft zaprezentował produkcję wyważoną tak, że potrafi trafić w gusta szerokiego grona odbiorców, i, co tu dużo opowiadać, z pewnością byłbym właścicielem konta „premium”, gdyby nie brak czasu. Darmowa oferta CipSoftu w moim przypadku jednak wystarczy. I chyba to właśnie największy plus Tibii – możemy cieszyć się większością atrakcji za friko, jeśli jednak pragniemy dostępu do pełnej oferty, musimy za to zapłacić. Wybór programistów z niemieckiego studia i niejakie ryzyko, opłaciło się w 100 procentach. Chciałoby się, żeby Blizzard ze swoim niepokonanym WoW wpadł na równie elegancki pomysł :).
Tak więc przed nami ogromny świat, ponad 100 poziomów do zdobycia, kilkanaście umiejętności, dziesiątki czarów – setki stworów, przedmiotów, różnorodne questy. Całość oprawiona ciekawym systemem interakcji z NPC i zwykłymi graczami. Choćby dla tego rozwiązania warto z się zapoznać z tą pozycją. Graficznie, nie ma co ukrywać, sprawa ma się już nieco gorzej – mianowicie nie oczekujcie fajerwerków, bowiem w tym względzie dostajemy naprawdę niewiele. Grafika przypomina stylem starusieńkie Snes’owe RPG z rzutem izometrycznym, tyle że interfejs (równie prosty) jest obsługiwany przy pomocy gryzonia i klawiatury.
Teraz troszkę o wadach. Pierwszym mankamentem, odrzucającym nowych graczy, jest najpewniej sam sposób rozgrywki, polegający na ciągłym „łażeniu i łupaniu” wszystkiego, co nawinie się pod rękę. Staje się to tym bardziej uciążliwe, gdy gramy w godzinach „szczytu”. Większość stworów już jest wtedy zabita, co tym samym wydłuża czas zdobywania poziomów i powoduje, że gra staje się rażąco nudna. Monotonna wydaje się również graficzna strona produkcji: proste lokacje, schematyczne, skąpe animacje. Oprawy audio brak całkowicie. Jednak człowiek sam musi zasiąść na chwilę przy tej grze, by nagle złapać się na tym, że praktycznie tych mankamentów nie zauważa. A tym prawdziwym powodem, dla którego gracze rezygnują z dalszego grania, jest jej sieciowa specyfika, a raczej zachowania niektórych nieuczciwych graczy.
Stworzenie człowieka
„Wiec stało się, że starsi bogowie stworzyli Banora, pierwszego z rasy ludzi – niebiańskiego wojownika…”
The genesis of Tibia (by Knightmare)
Społeczność Tibii zamieszkuje obecnie 66 serwerów na całym świecie, a składa się z dziesiątek tysięcy graczy. W czasach, gdy większość gier pozbawionych fajerwerków audiowizualnych (zarówno single, jak i multi) nie ma szans w walce o byt w komputerowym świecie, Tibii wciąż przybywa nowych, stałych bywalców. Tych, którzy płacą za grę - również.
Pozostaje mi więc jedynie zachęcić Was, abyście na własnej skórze przekonali się, czym jest Tibia – kto wie, może to właśnie to, czego szukacie w tym przesyconym świecie wirtualnej rozrywki? Moim zdaniem, warto spróbować swoich sił, tak więc - do zobaczenia w Tibii!
Oświecenie
„W końcu, Banor po raz kolejny poprosił o pomoc bogów, a jego modły zostały wysłuchane. Tym, który znalazł rozwiązanie, był Uman… odkrył on, że gdzieś w przestrzeni stworzenia istnieją inne równoległe światy, wymiary odległe na tyle, by nawet najpotężniejsi bogowie nie mieli nad nimi władzy. W swej nieskończonej mądrości Uman znalazł też sposób, by sprowadzić dusze istot je zamieszkujących, które w ten sposób mogły przyjąć kształt i formę człowieka. Od tego czasu bogowie umieścili w świecie Tibii wiele magicznych portali, przez które przybywali nowi bohaterowie, jednocząc się w walce z hordami zła. Być może dzięki temu pokój znów zapanuje w krainach Tibii…”
The genesis of Tibia (by Knightmare)
Autor: PureAsDragonSnow
piotrek_tt@o2.pl
- fragmenty “The genesis of Tibia” (“Stworzenie Tibii”) zaczerpnięto ze strony www.tibia.com, oficjalnego serwisu poświęconego Tibii, za zgodą autorów. Tłumaczenie tekstu wykonałem samodzielnie, jest ono moją własnością i podlega prawom autorskim.






