Wieści historyczne
Wieści historyczne czyli wybór newsów z ostatniego miesiąca (1.10 - 31.10). Zebrał i opracował: Piotr „Davout” Hamarnik.
Karzełki z wyspy Flores - ludzie innego gatunku czy ofiary epidemii?
źródło: gazeta.pl
data: 01-10-2005
Odkryty przed rokiem Homo floresiensis mógł być po prostu chorym przodkiem współczesnego człowieka, a nie odrębnym gatunkiem - uważa część naukowców.
Szczątki karłowatych hominidów znaleziono w 2004 r. na indonezyjskiej wyspie Flores. Analiza najlepiej zachowanego szkieletu liczącego 18 tys. lat wykazała, że należał on do dorosłej kobiety. Znalezione w pobliżu narzędzia sugerowały, że istoty były dość inteligentne, choć mózg miały nie większy od szympansiego. Autorzy odkrycia uznali, że mają do czynienia z odrębnym gatunkiem człowieka, który wymarł dopiero niedawno.
Inaczej uważa indonezyjski antropolog Teuku Jacob. Według niego szczątki z Flores mogą należeć do ludzi naszego gatunku, którzy cierpieli na niedorozwój mózgu - mikrocefalię. Tej chorobie często towarzyszy karłowatość oraz deformacje twarzoczaszki (”hobbici” - jak zaczęto ich nazywać - mieli silnie cofnięte podbródki). - Najbardziej niepokojące są rozmiary mózgu - zwraca uwagę brytyjski antropolog Bob Martin popierający koncepcję Jacoba. - Zmniejszenie rozmiarów ciała o połowę powinno pociągnąć za sobą zmniejszenie mózgu tylko o blisko 15 proc. To jedno z fundamentalnych praw biologii. Skoro zatem mózg dorosłego człowieka o wzroście 175 cm ma objętość ok. 990 cm szesc., to mózg metrowego “hobbita” powinien mieć 750 cm szesc. objętości. A ma tylko 450 cm szesc. Zupełnie jakby to był mózg surykatki.
Także czaszki ludzi z mikrocefalią, znalezione w Royal College of Suregons, w Londynie, przez Ann MacLarnon, mogą wspierać hipotezę indonezyjskiego badacza. - Ich analiza faktycznie pokazuje, że mały rozmiar mózgu “hobbitów” możnaby spokojnie wytłumaczyć chorobą - mówi MacLarnon.
Jednak odkrywca “hobbitów” Bert Roberts z Uniwersytetu Wollongong w Australii w dalszym ciągu uważa je za odrębny gatunek. - Załóżmy, że są to szczątki chorych na mikrocefalię. Ponieważ niedawno znów znaleźliśmy na wyspie identycznie zniekształconą żuchwę, musiałaby tam panować jakaś straszna epidemia. To bardzo mało prawdopodobne. Pamiętajmy, że Flores była przez 800 tys. lat odcięta od świata. Izolacja trwała więc wystarczająco długo, by mogło dojść do powstania innej formy człowieka - odpowiada uczony.
Odnaleziono miasto Majów poszukiwane od pół wieku
źródło: onet.pl
data: 03-10-2005
Amerykańscy i gwatemalscy archeolodzy natrafili w północno-zachodniej Gwatemali na ruiny starożytnego miasta Majów, poszukiwanego od blisko pół wieku - informuje serwis internetowy “EurekAlert”.
Na ślady starożytnego miasta natrafiła ekspedycja działająca od kwietnia bieżącego roku w Peten, odległym rejonie dżungli porastającej nizinę na północnym zachodzie Gwatemali. Zabytki pochodzące z tajemniczego miasta, zwanego “stanowiskiem Q”, znane były badaczom już od 40 lat, jednak dopiero niedawno zlokalizowano samo stanowisko.
Poszukiwania “stanowiska Q” podejmowało się wcześniej wiele ekspedycji archeologicznych. Badacze zakładali bowiem, że na terenach dawnego imperium Majów musi znajdować się nieznane stanowisko, z którego pochodzi szereg zbliżonych do siebie stylistycznie zabytków. Ich duża ilość pojawiła się na rynku antyków ponad 40 lat temu, jednak nie ustalono pochodzenia żadnego z nich. Teraz archeolodzy natrafili na duży relief wykuty na powierzchni dwóch kamiennych płyt - identyczny pod względem stylu z serią zabytków ze “stanowiska Q”. Zdaniem odkrywców zapis złożony z 140 znaków hieroglificznych, odnaleziony in situ, czyli nienaruszony, w miejscu jego wykonania w starożytności, jest bezspornym dowodem na prawidłową lokalizację długo poszukiwanego “stanowiska Q”.
“Ten panel dokładnie odzwierciedla styl, rozmiary, tematykę i chronologię tekstów ze stanowiska Q. To odkrycie jest zakończeniem jednego z najdłuższych i zakrojonych na największą skalę poszukiwań miasta Majów w historii tej dyscypliny” - powiedział Marcello Canuto, profesor antropologii z Uniwersytetu Yale, biorący udział w badaniach na terenie La Corona.
Relief został umieszczony na kamiennej platformie świątynnej. Wokół tego miejsca badacze natknęli się również na wiele innych zabytków, które zostaną poddane szczegółowej analizie w trakcie następnej fazy badań. Zdaniem archeologów ostatnie odkrycie potwierdza również ich wcześniejszą tezę o istnieniu ważnej drogi królewskiej, łączącej miasta leżące na północnych rubieżach państwa Majów z ośrodkami na południu.
Odkrycie w La Corona jest kolejnym osiągnięciem grupy amerykańskich i gwatemalskich archeologów prowadzących w Peten prace w ramach projektu badania terenów leśnych największego parku narodowego Gwatemali, Laguna del Tigre. Ze względu na unikatowy charakter biologiczny i kulturowy tego rejonu badacze postulują o wpisanie go na Światową Listę Dziedzictwa UNESCO.
W zeszłym roku ekspedycja kierowana przez Davida Freidel’a i Hectora Escobedo, działająca również w rejonie Peten, odkryła miasto oraz grób jego królowej na starożytnym stanowisku Waka, obecnie El Peru.
Odnaleziono taśmę dot. pobicia księdza przez SB
źródło: onet.pl
data: 06-10-2005
“Krakowski oddział IPN przejął do prowadzenia śledztwo w sprawie dwukrotnego pobicia w 1985 roku ks. Tadeusza Zalewskiego” - poinformował prok. Artur Wrona z Oddziałowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Krakowie.
Śledztwo w tej sprawie, umorzone w 1995 roku, podjęła ostatnio na nowo Prokuratura Okręgowa w Krakowie i przekazała do IPN z uwagi na możliwość uzyskania nowych materiałów z archiwów i ustalenia sprawców.
W trakcie poszukiwań archiwalnych w IPN doszło już do odnalezienia filmu dokumentującego czynności z pierwszego śledztwa w tej sprawie w 1985 roku. Ks. Zaleski opowiada na nim o przebiegu pobicia i jego sprawcach. Na filmie widać obrażenia odniesione przez księdza. Według prokuratorów całość robi większe wrażenie, aniżeli lektura protokołów z akt, chociaż nie wnosi nowych elementów do sprawy. Jak poinformował prok. Wrona, poszukiwania w archiwach IPN nadal trwają.
Ks. Tadeusz Zaleski, działacz solidarnościowy, został dwukrotnie, w kwietniu i grudniu 1985 roku, napadnięty i brutalnie pobity. Sprawców nie udało się ustalić.
Postępowanie prowadzone w tej sprawie w pierwszej połowie lat 90. również nie doprowadziło do wykrycia sprawców. “Doprowadziliśmy do stwierdzenia, że najbardziej prawdopodobną wersją jest pobicie przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Były to brutalne napady, bo ksiądz został poparzony podczas jednego z nich, wypalono mu literę V na ciele. Rozpoznawaliśmy mechanizmy i metody działania SB z innych śledztw, m.in. w sprawie śmierci Stanisława Pyjasa. Znajdowaliśmy się nawet na etapie typowania personalnego sprawców, ale zabrakło nam dostępu do archiwów” - powiedział naczelnik wydziału śledczego Prokuratury Okręgowej w Krakowie prok. Krzysztof Urbaniak.
Z tego powodu prok. Urbaniak w 1995 roku śledztwo umorzył. Kiedy w 2005 roku wrócił do wydziału śledczego po kilkuletniej pracy w krakowskim oddziale IPN, dokonał przeglądu “starych” spraw i postanowił zainteresować Instytut sprawą pobicia ks. Zaleskiego.
“Doszedłem do wniosku, że mamy do czynienia ze zbrodnią komunistyczną, która przedawni się dopiero w 2010 roku. Uznałem, że wobec nowych możliwości w dotarciu do archiwów byłej SB istnieje szansa wyjaśnienia sprawy przez Instytut Pamięci Narodowej” - powiedział Urbaniak.
Z tego powodu sprawa została podjęta na nowo i przejęta przez krakowski oddział IPN.
“To dla mnie duże zaskoczenie, że odnalazła się kaseta i że istnieje możliwość ustalenia sprawców napaści na mnie” - powiedział ks. Tadeusz Zaleski, duszpasterz Ormian w Polsce i współzałożyciel Fundacji im. Brata Alberta w Radwanowicach, opiekującej się niepełnosprawnymi.
“Nie chodzi mi o odpowiedzialność personalną, ale o prawdę historyczną. Od początku milicja starała się udowodnić, że napaść miała tło kryminalne. To reprezentujący mnie mec. Rozmarynowicz, już nieżyjący, upierał się, że jest inaczej” - powiedział ks. Zaleski. “Chciałbym, żeby to zostało ustalone” - dodał.
Kolekcja kości do gry odnaleziona w grobie sprzed 2 tys. lat
źródło: nauka.pap.com
data: 07-10-2005
Na niezwykłą kolekcję kości do gry natknęli się irańscy archeolodzy po otwarciu jednego z grobów z I tysiąclecia p.n.e. - informuje serwis internetowy “Payvand”.
Olbrzymią kolekcję kości do gry odnaleziono na stanowisku Gohar Tepe w północnoirańskiej prowincji Mazandaran. W grobie, obok szkieletu zmarłej, znajdowały się szczątki naczyń ceramicznych oraz blisko 600 fragmentów kostnych.
Pozostałości zwierzęce towarzyszące pochowanej kobiecie to kości owcy, wszystkie o symetrycznym kształcie. Wykorzystywano je w tradycyjnej perskiej grze zwanej “ghap”. Część kości jest przewiercona - prawdopodobnie pełniła również rolę “paciorków” naszyjnika.
“Tak wielkiej liczby takich samych fragmentów kostnych nie odnaleziono dotychczas w jednym grobie. Wraz z dużą ilością ceramiki świadczy to o wysokim statusie społecznym pochowanej kobiety” - powiedział Ali Mahforouzi, archeolog kierujący pracami badawczymi w Gohar Tepe.
Archeolodzy podejrzewają, że zbiór kości stanowił prywatną kolekcję zmarłej. Odnaleziono też pozostałości dużego naczynia ceramicznego oraz trzech szpil - dwóch do upinania szat oraz jednej do włosów.
Pobliskie miasto wraz cmentarzyskiem, na którym archeolodzy obecnie prowadzą prace, wykorzystywane było w okresie pomiędzy III a I tysiącleciem p.n.e. Dzięki znaleziskom ceramicznym badacze datowali nowoodkryty grób na I tysiąclecie p.n.e. - schyłkowy okres zamieszkiwania tego stanowiska.
Z terenów współczesnego Iranu pochodzi również inne znalezisko łączone z historią gier. W zeszłym roku badacze pracujący w pozostałościach tzw. Spalonego Miasta - starożytnej aglomeracji z IV tysiąclecia p.n.e. - odnaleźli najstarsze z dotychczas znanych zabytki potwierdzające grę w tryktraka.
W jednej z warstw kulturowych III tysiąclecia archeolodzy odsłonili zestaw składający się z planszy, pionków i kostek do gry. Zdaniem irańskich badaczy jest to najstarszy na świecie ślad gry w tryktraka.
Pogrzeb gen. Pułaskiego
źródło: onet.pl
data: 09-10-2005
W Savannah w stanie Georgia odbył się uroczysty pogrzeb szczątków generała Kazimierza Pułaskiego, polskiego bohatera amerykańskiej wojny o niepodległość, poległego w bitwie w 1779 r.
Szczątki Pułaskiego, umieszczone w trumnie wykonanej w Polsce, złożono w marmurowym grobowcu u podstawy pomnika generała na placu Monterey w Savannah. Pochówek poprzedziła msza w miejscowej katedrze św. Jana Chrzciciela i procesja pogrzebowa, która przeszła przez miasto.
W ceremonii pogrzebowej uczestniczyła polska delegacja z podsekretarzem stanu w kancelarii prezydenta Andrzejem Majkowskim, biskupem polowym Wojska Polskiego Tadeuszem Płoskim i nowym ambasadorem Polski w USA Januszem Reiterem. Oddział polskiej kawalerii towarzyszył trumnie ze szczątkami poległego generała.
Pamięć Pułaskiego, który zginął w czasie oblężenia Savannah, trafiony odłamkiem brytyjskiego pocisku armatniego 9 października 1779 r., uczczono też innymi wydarzeniami zorganizowanymi w mieście w rocznicę jego śmierci, m.in. odtworzeniem bitwy pod Savannah.
Pułaski, weteran konfederacji barskiej, przybył do Ameryki w 1777 r. i z rekomendacji Jerzego Waszyngtona został pierwszym dowódcą kawalerii w armii rewolucyjnej. W marcu 1778 r. stanął na czele legionu nazwanego jego imieniem, złożonego z kawalerii i piechoty, który walczył na południu.
Legion decydująco przyczynił się do zwycięstwa w bitwie pod Charleston. W październiku 1779 r. uczestniczył w oblężeniu zajętego przez Brytyjczyków miasta Savannah przez połączone siły amerykańsko-francuskie. W czasie bitwy Pułaski został śmiertelnie raniony odłamkiem artyleryjskim i zmarł na okręcie wiozącym go do Charleston.
Dla milionów Amerykanów Pułaski jest głównym symbolem pomocy Polaków w amerykańskiej wojnie o niepodległość i przyjaźni polsko-amerykańskiej. Jego imieniem nazwano 10 miast i 7 hrabstw w USA.
W centrum Waszyngtonu, przy Pennsylvania Ave, znajduje się konny pomnik generała. Co roku w Nowym Jorku, Chicago i Filadelfii odbywają się Parady Pułaskiego - manifestacje dumy etnicznej prawie 10 milionów Amerykanów polskiego pochodzenia. W Kongresie zgłoszono projekt ustawy o nadaniu bohaterowi honorowego obywatelstwa USA.
Nie ma jednak stuprocentowej pewności, czy szczątki pochowane w niedzielę w Savannah są rzeczywiście szczątkami generała.
Według początkowych relacji ciało Pułaskiego pochowano na morzu. Później pojawiły się dowody, że jego zwłoki pogrzebano na plantacji Bowen w pobliżu Savannah. W 1854 r. domniemane szczątki bohatera ekshumowano i pochowano na placu Monterey w Savannah, gdzie wzniesiono na jego cześć pomnik.
Osiem lat temu szczątki ponownie ekshumowano, aby poddać je badaniom DNA, które porównywano z DNA zamieszkałych w Polsce potomków generała.
Szef zespołu przeprowadzającego badania James C.Metts powiedział, że szczątki pochowane w Savannah są “prawie na pewno” szczątkami Pułaskiego. Przyznał jednak, że nie ma co do tego całkowitej pewności.
Koniec domysłów co do śmierci Napoleona
źródło: BBC
data: 10-10-2005
autor: Froniu
Dokument, który prawdopodobnie został napisany przez lekarza badającego wkrótce po śmierci ciało Napoleona Bonapartego, obala wszelkie teorie mówiące o zabójstwie - otruciu cesarza francuskiego.
Wielu naukowców wierzy, że Napoleon został otruty arszenikiem, chociaż oficjalna przyczyna jego śmierci w 1821 roku to rak żołądka. Znaleziony w Szkocji dokument potwierdza oficjalną przyczynę zgonu cesarza.
Autor dokumentu nie jest znany. Wiemy jedynie, że opisał on bardzo dokładnie „wnętrze” Bonapartego oraz spustoszenie, jakie siał w organizmie cesarza nowotwór. Według wstępnych danych został on napisany w dzień po śmierci Napoleona, tj. 5 maja 1821 roku.
Kto jest autorem tego dokumentu? Wielce prawdopodobne jest, że został on napisany przez któregoś z 6 brytyjskich lekarzy, którzy dokonali autopsji cesarza.
Niezwykle cenny „papier” zostanie wystawiony na aukcji organizowanej przez Thomson Roddick & Medcalf of Carlisle.
Robot odkryje tajemnicę piramidy Cheopsa
źródło: onet.pl
data: 13-10-2005
“Specjalny robot spenetruje tajemnicze, wąskie kominy w piramidzie Cheopsa” - oświadczył główny archeolog Egiptu, Zahi Hawass. Naukowcy mają nadzieję, że uda im się odkryć kolejną z tajemnic liczącej 4,5 tys. lat budowli.
Dwa bardzo wąskie “kominy”,o wymiarach 20 na 20 centymetrów, intrygują archeologów od momentu ich odkrycia, czyli od roku 1872. Ich wylot znajduje się w jednej z niewykończonych komór piramidy, z której wznoszą się wyraźnie do góry.
Interpretacje naukowe są różne - niektórzy egiptolodzy twierdzą, że wąziutkie korytarze były na prawdę otworami kominowymi. Zdaniem innych, miały stanowić drogę przejścia dla duszy faraona po śmierci.
Jak opisuje Hawass, szyby są zablokowane kamiennymi płytami. Może to oznaczać, że kryje się za nimi coś niezwykle cennego, może nawet komora grobowa Cheopsa - sugeruje archeolog. Znaczyłoby to jednak, że żadna z dotychczas odkrytych komnat nie była prawdziwym grobowcem faraona.
Po raz ostatni próbowano eksplorować tajemnicze szyby we wrześniu 2002 roku, również przy użyciu robota. Wywiercił on wtedy dziurę w jednym z kamiennych bloków, które napotkał na swej drodze i odkrył, że znajduje się za nim niewielka, pusta przestrzeń. Nie udało się mu jednak przemieścić dalej, gdyż przejście blokowała kolejna kamienna tablica, dość krucha i prawdopodobnie pęknięta - tłumaczy Hawass.
Przeszkodę ma pokonać nowy robot zaprojektowany przez naukowców z uniwersytetu w Singapurze. Jego zadaniem będzie przewiercenie drugiej tablicy oraz kamiennej płyty blokującej drugi z szybów.
“To bardzo ważne, aby w końcu poznać tajemnice tej piramidy. Czekają na to ludzie na całym świecie” - podkreślił Hawass. Sam wierzy w to, że piramida kryje jeszcze wiele zagadek, a jedna z nich znajduje się na końcu obu kominów. Ma nadzieję jednak, że za kilka miesięcy ostatecznie się to wyjaśni.
Piramida Cheopsa, zwana Wielką Piramidą, została zbudowana w ok. 2560 r. p.n.e. Mierzy 145 metrów wysokości.
Makaron też wymyślili Chińczycy
źródło: gazeta.pl
data: 13-10-2005
Na stanowisku archeologicznym w zachodnich Chinach znaleziono czarkę z makaronem, liczącym co najmniej cztery tysiące lat. Znalezisko prawdopodobnie ostatecznie zamyka spór o to, kto wynalazł makaron: Chińczycy, Włosi czy Arabowie.
Wiek znaleziska potwierdziły najnowocześniejsze testy laboratoryjne - podały chińskie media, przypominając jednocześnie, że pierwsze wzmianki na temat makaronu znajdują się w dokumentach chińskiej dynastii Han z początku naszej ery.
Wbrew stanowisku Włochów, w Chinach twierdzono też zawsze, że makaron do Europy sprowadził wenecki kupiec i podróżnik Marco Polo (1254-1324), wracając z wielkiej podróży do Chin. Włosi uważają, że było dokładnie odwrotnie i to Marco Polo zaprezentował Chińczykom pastę.
Zdaniem chińskich archeologów, znalezisko z miejscowości Lajia w powiecie Minhe w zachodniochińskiej prowincji Qinghai ostatecznie wyjaśnia pochodzenie makaronu. - “Zdecydowanie jest to najstarszy makaron, jaki kiedykolwiek znaleziono” - powiedział cytowany przez BBC naukowiec z pekińskiego instytutu geologii, Lu Houyuan.
Garść żółtego, mającego długość 50 centymetrów makaronu została znaleziona w czarce na głębokości trzech metrów na terenach, gdzie przed tysiącami lat miała miejsce olbrzymia powódź, która zdaniem archeologów całkowicie zniszczyła osadę z tzw. kultury Qijia z późnego neolitu.
Czarka przewróciła się, a gliniane podłoże spełniło rolę zamknięcia. W naczyniu wytworzyła się próżnia, dzięki której makaron przetrwał.
Szczegółowe badania wykazały, że znajdujące się w glinianej czarce kluski nie były robione z mąki, lecz z ziaren dwu rodzajów zbóż: prosa i sorga, rosnących w dorzeczu Rzeki Żółtej. Na tych terenach - zamieszkałych obecnie przez muzułmańską mniejszość etniczną Hui - ludzie nadal robią makaron z prosa.
Naukowcy zapowiadają, że wykorzystają neolityczną recepturę, robiąc właśnie z prosa i sorga taki sam makaron, jak znaleziony w Lajia.
Kozacki sejsmograf wzorem dla współczesnych naukowców
źródło: pap
data: 20-10-2005
Dla Kozaków żyjących na otwartych przestrzeniach wzdłuż dolnego biegu Dniepru, wczesne wykrycie nadciągającej kawalerii wroga było kwestią życia lub śmierci. Dzisiaj rosyjscy fizycy do obserwacji i prognozowania trzęsień ziemi, wykorzystują metodę, która kilka wieków temu pozwalała Kozakom wykrywać nadciągającą kawalerię na stepie - informuje serwis internetowy “AlphaGalileo”.
Dla Kozaków żyjących na otwartych przestrzeniach wzdłuż dolnego biegu Dniepru, wczesne wykrycie nadciągającej kawalerii wroga było kwestią życia lub śmierci.
Obserwacja stepu była ograniczona do najbliższej okolicy, ale zaporoscy Kozacy mieli do dyspozycji jeszcze jeden instrument - prosty sejsmograf wychwytujący dźwięki rozchodzące się pod ziemią, w tym tętent końskich kopyt. Duże, gliniane naczynie, zakopane głęboko w ziemi, z pozostawionym szybem łączącym je z powierzchnią, spełniało rolę pudła rezonansowego, wzmacniającego ledwo słyszalne dźwięki.
Obecnie o ruchach przeciwnika najlepiej informują systemy obserwacji elektronicznej i satelitarnej, jednak pomiar dźwięków rozchodzących się po powierzchnią ziemi stał się jednym z narzędzi badawczych dla sejsmologów.
Sześć lat temu rosyjscy naukowcy rozmieścili sieć takich czujników akustycznych (w postaci mikrofonów zlokalizowanych 200 metrów pod ziemią) wokół trzech miejscowości - Obnińska, Kisłowodzka i Pietropawłowska Kamczackiego.
O czułości podziemnych pomiarów może świadczyć podwyższony stopień dźwięków, jaki zanotowała stacja badawcza w Kisłowodzku w marcu 2003 r. Podziemny hałas w tym okresie badacze łączą z falą bombardowań Bagdadu odległego o ok. 1200 km.
Faraon czy święty?
źródło: Rzeczpospolita
data: 20-10-2005
Niezwykłe odkrycie polskich badaczy w Sakkara w Egipcie - obok najstarszej piramidy świata odkopali grobowiec tajemniczej postaci, którą otaczano kultem przez setki lat. Czy tym zagadkowym człowiekiem mógł być słynny architekt Imhotep?
Tuż obok muru otaczającego najstarszą piramidę świata, jeszcze schodkową, wzniesioną przez Imhotepa dla króla Dżesera 2650 lat p.n.e., prowadzi wykopaliska polsko-egipski zespół pod kierunkiem prof. Karola Myśliwca z Zakładu Archeologii Śródziemnomorskiej PAN.
Ekskluzywny grobowiec
Po zachodniej stronie piramidy archeolodzy odsłonili wykutą w skale rampę. Schodzi ona ostro w dół, pod kątem 41 stopni. Prowadzi do korytarza szerokości 180 centymetrów, biegnącego dokładnie wzdłuż linii północ - południe. Korytarz wiedzie do grobowca - czyjego? Konstrukcja taka przypomina dwa grobowce królewskie z czasów II dynastii (około 2900 p.n.e), odnalezione wcześniej opodal. Do odkrycia pozostały jeszcze trzy królewskie grobowce tej dynastii - czyżby Polacy natrafili na jeden z nich?
Jest to prawdopodobne, ale istnieje również inna możliwość: rampy w królewskich grobowcach II dynastii nie opadają tak stromo. Odkryta przez Polaków przypomina - zdaniem prof. Myśliwca - grobowce najwyższych dostojników z początków III dynastii, czyli z czasów, kiedy pod kierunkiem legendarnego architekta Imhotepa budowano pierwszą piramidę. Jego grobowca archeolodzy z wielu krajów poszukują od dziesiątków lat; czyżby tym razem starożytni bogowie byli przychylni polskim badaczom?
Dziwna przeszkoda
Tajemnicy strzegła platforma długości 50 metrów (jej końca jeszcze nie odkopano) ułożona z jednej warstwy cegły mułowej nad zagadkowym grobowcem. Kiedy i po co ją zbudowano? Żadnych wskazówek nie zawierał piasek nawiany na platformę, ani nieskazitelnie czysty piasek, jaki podsypali budowniczowie pod nią, aby zniwelować powierzchnię; nie ma śladów użytkowania na powierzchni platformy. Informacji dostarczyły same cegły użyte do budowy, zawierają bowiem dużą ilość maleńkich fragmentów ceramiki - najmłodsze fragmenty pochodzą z połowy drugiego tysiąclecia p.n.e. Oznacza to, że platforma mogła powstać około tysiąca lat później niż grobowiec. Archeolodzy znajdują tylko jedno wytłumaczenie: zbudowano ją po to, aby chronić tajemniczy grobowiec. Dlaczego tak długo o nim pamiętano? Żeby do niego dotrzeć, należało częściowo rozebrać platformę. Zgodę na to wyraziła Egipska Służba Starożytności.
Ślepy korytarz
Dzięki rozbiórce pięć metrów niżej odsłoniło się wykute w skale prostokątne wejście. Archeolodzy sądzili, że wiedzie do grobowca, którego fragment odsłonili wcześniej (rampa i korytarz). Mylili się. Wnętrze, w którym się znaleźli, wypełniał po sam sufit rumosz, a w nim ogromne ilości (jeszcze niepoliczone) naczyń glinianych z okresu Starego Państwa, czyli z III tysiąclecia p.n.e. Naczynia leżące na wierzchu zachowały się w całości, wraz z zawartością w postaci gliny imitującej piwo - napój wypijany podczas rytuałów grobowych.
Ale to nie koniec niespodzianek. Pod rumoszem pojawiła się posadzka biegnąca poziomo, podczas gdy sklepienie wykutego w skale pomieszczenia opadało stopniowo - w połowie trzeciego metra zetknęło się z posadzką. Zamiast spodziewanego wejścia do długich podziemnych korytarzy, badacze natrafili na krótką ślepą wnękę wykutą w skale.
- Jeśli - zastanawia się prof. Karol Myśliwiec - budowa monumentalnego, godnego królów wejścia do niewielkiego pomieszczenia o dziwnym, nieregularnym kształcie, była od początku celowym zamierzeniem, tak jak w przypadku fałszywych wejść do piramid, kogo i dlaczego zamierzano oszukać? Uważam, że adresatami tej atrapy mogli być tylko potencjalni rabusie, a dla budowniczych nie ulegało wątpliwości, iż wcześniej czy później pojawią się oni w takim miejscu, czyli na przedłużeniu osi piramidy, w dodatku tuż za nią.
Sanktuarium
Jedno jest pewne: ślepe pomieszczenie było przez wieki wykorzystywane jako miejsce kultu, skoro w okresie Starego Państwa, czyli przez blisko pięćset lat, złożono tu tak ogromne ilości naczyń służących do celów rytualnych. Zatem w pobliżu musi być pochowany ktoś, o kim pamiętano przez wieki i składano mu ofiary. Kimś takim mógł być Imhotep (”Ten-który-przychodzi-w-pokoju”), architekt, uczony, kapłan, lekarz, rzeźbiarz, cieśla, twórca pierwszej piramidy i kompleksu grobowego w Sakkara. Do Sakkary w starożytności przybywali pielgrzymi, aby modlić się do Imhotepa, dlatego jest bardzo prawdopodobne, że właśnie tam jest on pochowany.
Grobu tego można się spodziewać nawet za ścianą owej “kaplicy”. Jednak gdzie znajduje się wejście okaże się dopiero w przyszłym roku. Tegoroczne wykopaliska dobiegają końca, dlatego archeolodzy nie zamierzają odnaleźć wejścia, po czym przerywać pracy na rok i tym sposobem ułatwić zadania rabusiom, którzy, niestety, wciąż stanowią w Egipcie realne zagrożenie dla archeologicznych obiektów.
Polska historia „powracającego kija”
źródło: naukawpolsce.pap.pl
data: 23-10-2005
Przeciętny człowiek zapytany na ulicy o to, z czym kojarzy mu się bumerang, z całą pewnością odpowie, że z Australią. Jednak nic bardziej mylnego niż opinia, że latający kawałek drewna jest bronią wynalezioną przez Aborygenów.
Mu-Mar-Ang to w języku Aborygenów z Australii „powracający kij”. Rdzenni mieszkańcy piątego kontynentu używali go jako broni myśliwskiej, ale to nie oni są jego wynalazcami. Przed nimi bumerangu używali również starożytni Egipcjanie, Indianie z Arizony, Eskimosi, dawni mieszkańcy Nowych Hybrydów…a także myśliwi żyjący około 30 tysięcy lat temu na terenach dzisiejszej Polski.
Dowodem na to jest zakrzywiony i oszlifowany fragment ciosu mamuta, który został znaleziony w 1985 roku w Jaskini w Obłazowej na pograniczu Spiszu i Podhala. Jaskinia kryła w sobie skupisko bardzo cennych przedmiotów obrzędowych, ale ten jeden był niewątpliwie zaskoczeniem dla archeologów.
“Przyznam, że nie od razu wiedziałem, że mamy do czynienia z bumerangiem. Na początku sądziliśmy, że to starannie wykonany sztylet. Po bliższych badaniach stwierdziliśmy jednak, że z racji wyglądu kojarzonego z narzędziami używanymi przez Aborygenów, musi to być bumerang, tyle tylko, że używany przez człowieka paleolitu” - mówi prof. Paweł Valde-Nowak z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Krakowie.
Jedynie w Australii używanie bumerangu przetrwało do naszych czasów. Dlaczego więc nic o nim nie wiemy? “Do 1995 roku trwały prace terenowe w jaskini. Teraz w programie badań nastąpiła przerwa przewidziana na opracowanie wyników pierwszego etapu i nie ma decyzji kiedy dalsze badania kompleksu stanowisk (Jaskinia w Obłazowej i przylegające do Obłazowej stanowisko ludności ze schyłkowego paleolitu) zostaną podjęte” - wyjaśnia naukowiec.
A polski bumerang? Przez blisko rok był wystawiany w Paryżu na wystawie „Czasy mamutów”, teraz wrócił do sejfu PAN i będzie tu czekał na decyzję wojewódzkiego konserwatora zabytków do którego muzeum zostanie przekazany.
Gmach prof. Spannera w rozbiórce
Ognisty eksperyment
źródło: Rzeczpospolita
data: 27-10-2005
Jak donosi dzisiejsze wydanie dziennika “Rzeczpospolita” naukowcy spróbowali powtórzyć wyczyn Archimedesa z 212 roku przed naszą erą - podpalić promieniami słonecznymi drewniane okręty. Próbę podjęli w październiku tego roku studenci i profesorowie z Massachusetts Institute of Technology (MIT).
……………………………………………..
W dzisiejszym pojęciu Grek Archimedes był genialnym inżynierem, największym mechanikiem starożytności, wynalazcą między innymi: katapulty, koła zębatego, wielokrążka i śruby. Według legendy, w roku 212 p.n.e., opracował metodę w jaki sposób podpalić na odległość flotę rzymską, która wpłynęła do portu w jego rodzinnym mieście Syrakuzy (Rzymianie zajęli to greckie miasto). Do tego celu miał użyć wypolerowanych zwierciadeł z brązu, które skupiały promienie słoneczne i kierowały je na drewniane kadłuby nieprzyjacielskiej floty.
We wrześniu 2004 roku Amerykanie (na zlecenie telewizji Discovery) podjęli próbę powtórzenia tego wyczynu w naturalnej skali. Nie powiodło się.
W październiku 2005 roku raz jeszcze spróbowali, tym razem studenci i profesorowie z Massachusetts Institute of Technology (MIT). Pierwsza próba, w porcie w San Francisco, polegała na skierowaniu promieni słonecznych zwierciadłem o średnicy 50 cm do celu odległego o 30 metrów - nie było żadnego efektu. 30 metrów to dystans, z jakiego prawdopodobnie żołnierze rzymscy na okrętach razili obrońców strzałami.
Eksperyment i tym razem nie przyniósł do końca zadawalających rezultatów. Jednakże ukazał, że teoretycznie istnieje taka możliwość.
Nie znamy twarzy Szekspira
źródło: wp.pl
data: 28-10-2005
Obraz nazywany “Grafton Portrait”, uważany powszechnie za wizerunek Williama Szekspira i wykorzystywany od wieków jako ilustracja do kolejnych wydań dramatów tego pisarza, nie przedstawia autora “Hamleta” - uznali badacze z brytyjskiej National Portrait Gallery.
Po dziewięciu miesiącach badań połączonych z gruntowną renowacją obrazu specjaliści orzekli, że “nie ma żadnego dowodu, że mężczyzna na ‘Grafton Portrait’ to Szekspir”. Ustalono, że portret nieznanego autorstwa powstał w 1588 roku, kiedy dramaturg miał 24 lata. Zdaniem specjalistów, na tym etapie życia nie mógł on sobie pozwolić na zamówienie portretu, nie byłoby go też stać na bogaty strój, w jaki odziany jest mężczyzna na obrazie.
W 1588 roku kłopoty materialne zmusiły Szekspira do przyłączenia się do wędrownej trupy teatralnej, trzy lata wcześniej został ojcem bliźniaków. “Grafton Portrait” przedstawia młodego mężczyznę z ciemnymi, kręconymi włosami i szarymi oczami, odzianego w kosztowne jedwabie i szkarłatny satynowy płaszcz.
W kwietniu tego roku Royal Shakespeare Company ogłosiło, że będący w ich posiadaniu inny obraz uważany za wizerunek Szekspira - “The Flower Portrait” - jest XIX-wiecznym falsyfikatem. Jedyną nadzieją tych, którzy chcą znać twarz autora “Hamleta”, pozostaje trzeci obraz uchodzący za wizerunek Szekspira, tzw. “Chandons portrait”. Badania jego autentyczności mają się rozpocząć w najbliższych miesiącach.
Najstarszy chiński smok
źródło: chinaview.cn
data: 31-10-2005
Szacowany na 3.700 lat antyk w kształcie smoka, wykonany z ponad 2.000 małych topazów, odnaleziono w ruinach Erlitou w centralnej prowincji Chin - Henan. Zdaniem wielu naukowców to najstarsze chińskie znalezisko w kształcie smoka.
Badania archeologiczne na terenie Erlitou prowadzone są od kilkudziesięciu lat. Badacze uznają, że znajdował się tam bardzo ważny ośrodek miejski z czasów dynastii Xia (2.100 r.p.n.e - 1.600 r.p.n.e.), a nawet, iż była to stolica dynastii.
Chińscy archeolodzy odkryli ostatnio grobowiec, w którym znaleziono antyk stworzony z ponad 2.000 kawałków topazu. Owe kawałki są niewielkie, liczą sobie około 0,1 cm szerokości i 0,2 - 0,9 cm długości. Znalezisko przypomina kształtem pytona i liczy sobie 70,2 cm.
Archeolog Du Jinpeng stwierdził, iż jest to wielkie wydarzenie historyczne, artystyczne i naukowe, bowiem antyk ten stanowi najstarsze znalezisko w kształcie smoka, które przypisać można chińskiej cywilizacji. Odkrywane wcześniej podobne przedmioty, np. szacowana na 7.000 lat rzeźba przedstawiająca smoka ze świńskim łbem ujawniona w środkowej Mongolii, nie były wytworem cywilizacji środkowych Chin.
Na terenie Erlitou w przeszłości ujawniano wizerunki smoków na porcelanie i kamiennych tablicach. Niektóre przypominały węże, inne podobne były do dzisiejszych wyobrażeń smoków, przedstawiane były jednak z ptasimi szponami i rybimi płetwami.
Grobowiec, w którym dokonano odkrycia, należał prawdopodobnie do bardzo wpływowej i bogatej osoby. Posążek znaleziono przy szkielecie pomiędzy ramieniem i biodrem. Du Jinpeng sugerował, iż antyk mógł mieć przeznaczenie ceremonialne, a na pozycję jego właściciela wskazuje to, iż pochowano go na terenie pałacowym i złożono wraz z nim antyk przypominający berło. “Znalezisko pokazuje, że smok był symbolem władzy królewskiej i statusu w tamtym czasie i pozostał takim do dzisiaj, przekazywany z pokolenia na pokolenie” - dodał Du Jinpeng.






