Grzegorz Piątek: Nie można robić ze Starzyńskiego karierowicza, któremu się poszczęściło, ponieważ był niesłychanie pracowity

opublikowano: 2024-04-12 18:34
wszystkie prawa zastrzeżone
poleć artykuł:
Stefan Starzyński był komisarycznym prezydentem Warszawy. Zasłynął bohaterską postawą we wrześniu 1939 roku. Jego historię opisał Grzegorz Piątek w swojej najnowszej publikacji „Starzyński. Prezydent z pomnika”. Autor rozprawia się z legendą, kreśląc wielowymiarowy portret włodarza stolicy.
REKLAMA
Grzegorz Piątek - architekt, krytyk i historyk architektury, w latach 2005–2011 redaktor miesięcznika „Architektura-Murator”, od 2011 członek zarządu Fundacji Centrum Architektury, autor licznych publikacji w tym m.in. książek „Najlepsze miasto świata. Warszawa w odbudowie 1944-1949”, „Sanator. Kariera Stefana Starzyńskiego” czy „Gdynia obiecana” (fot. mat. prywatne, wszelkie prawa zastrzeżone).

Magdalena Mikrut-Majeranek: Pana najnowsza publikacja to, jak czytamy we wstępnie: „nowa, bardzo zmieniona wersja biografii „Sanator. Kariera Stefana Starzyńskiego”. Dlaczego zdecydował się Pan na napisanie biografii komisarycznego prezydenta Warszawy?

Grzegorz Piątek: Moją motywacją jest zawsze dociekliwość i chęć dostrzeżenia w bohaterze człowieka. Stefan Starzyński przez dziesięciolecia był postacią mityczną. Uchodzi za ideał gospodarza, prezydenta miasta. Zawsze uderzało mnie to, że lokalni politycy czy kandydaci na prezydenta Warszawy odwołują się do jego tradycji i jego osiągnięć. Mówi się, że był wizjonerem – zwłaszcza jeśli chodzi o urbanistykę i architekturę – oraz, że zaplanował Warszawę, która gdyby nie II wojna światowa, mogłaby być zdecydowanie wspanialszym miastem niż obecnie.

Kilkanaście lat temu, kiedy zacząłem się interesować tą epoką od strony urbanistyczno-architektonicznej, to zdałem sobie sprawę z tego, że wiele z poczynionych przez niego planów prawdopodobnie nie miało szansy na realizację, a w każdym razie nie w najbliższej przyszłości. Ale wizje te pomagały mobilizować polityczne poparcie.

Wiele z nich pokazano podczas słynnej wystawy „Warszawa wczoraj, dziś, jutro”, która odbyła się w Muzeum Narodowym i tuż przed wojną obejrzały ją setki tysięcy osób. Jak się okazuje, była ona częścią kampanii wyborczej. Wtedy też zacząłem się interesować Starzyńskim jako politykiem. Zdałem sobie sprawę, że w dotychczasowych pracach, biografiach za mało widać politycznej kuchni, tego skąd się wziął, jak działał, jak zdobywał pozycję. Dlatego też zdecydowałem się wypełnić tę lukę.

Opowieść o Starzyńskim to zarazem opowieść o zmieniającej się Warszawie. Jaką metamorfozę przeszła podczas jego prezydentury?

Podczas pracy nad książką interesowało mnie oddzielenie tego, co było propagandą od tego, co stanowiło rzeczywiste osiągnięcia Starzyńskiego. Przez pięć lat komisarycznych rządów dużo udało mu się zmienić. Zrealizowano wiele potrzebnych, miejskich inwestycji takich jak budowa 30 szkół – w ciągu 5 lat, co jest imponującym wynikiem – czy dokończenie budowy Muzeum Narodowego oraz wybudowanie fragmentu bulwaru nad Wisłą. Ważne jest to, że Starzyński wzmocnił w ratuszu Wydział Planowania. Potroił jego budżet, a personel w krótkim czasie rozrósł się z około 80 do 430 osób. Od wiosny 1936 do jesieni 1939 roku opracowały one plany szczegółowe dla 6500 hektarów – ponad połowy obszaru miasta. Dzięki temu podczas jego kadencji Warszawa została zaplanowana od nowa. Praca intelektualna, planistyczna, która została wykonana przed wojną, stanowiła podstawę powojennego pomysłu na Warszawę, realizowanego przez Biuro Odbudowy Stolicy.

REKLAMA
Zdjęcie przedstawia prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego, który pokazuje przy pomocy wskaźnika plany rozbudowy miasta, zatytułowane "Warszawa przyszłości". Oprócz niego zgromadzeni na zdjęciu są (od lewej): Zygmunt Gużewski, Marian Zyndram Kościałkowski, Ignacy Mościcki, Stanisław Świeżawski, Wojciech Świętosławski, Władysław Jaroszewicz, Jan Huber oraz Karol Romer. W tle znajdują się inne plany na rozwój miasta, takie jak plan elektryfikacji węzła kolejowego.

Jeśli mówimy o realnych osiągnięciach związanych z przemianą miasta, to dziś trudno to sobie wyobrazić, ponieważ nie pamiętamy punktu wyjścia, tego jak zatłoczona i chaotycznie zaplanowana była międzywojenna Warszawa. Co więcej, wiele z prac, które kiedyś robiły wrażenie, a które decydowały o tym, że Starzyński zaczął uchodzić za dobrego gospodarza miasta, dzisiaj jest już niewidocznych.

Podejmowane przez niego działania świadczą jednak o pewnym sprycie. Zdecydował, że zamiast wydawać miejskie pieniądze, których było zawsze za mało, na setki drobnych napraw, ulepszeń, skupi się na głównych arteriach, którymi wjeżdżało się do Warszawy od strony przedmieść. Opracowano plany, dzięki którym nowa zabudowa na szybko rozwijających się przedmieściach zaczęła tworzyć uporządkowaną całość. Co więcej, wyasfaltowano i poszerzono te przelotowe ulice, zasypano przydrożne rowy, położono chodniki, posadzono drzewa, pociągnięto nowe tory tramwajowe, a tam gdzie tego brakowało, zamontowano kolektory ściekowe i zajęto się kanalizacją. To są rzeczy bardzo przyziemne, jednakże z uwagi na fakt, że miały miejsce w ciągu pięciu lat, robiły ogromne wrażenie. Ludzie poczuli, że miasto się zmienia.

Wspomina Pan w książce, że Stefan Starzyński: „(…) do dziś uchodzi w Warszawie nie tylko za bohatera, ale też za najlepszego prezydenta w historii, wzorowego gospodarza i urbanistycznego wizjonera. To pozytywna część jego legendy. Jednakże jego życie nie było wolne od kontrowersji, o czym także Pan pisze, niuansując jego życiorys. Przedsiębiorcy widzieli w nim wręcz bolszewika. Bolszewizm zarzucali mu też ekonomiczni liberałowie. Wielu postrzegało go nie jako „ukochanego ojca miasta”, a „przedstawiciela piłsudczykowskiej sitwy uzurpującej sobie monopol w każdej dziedzinie” oraz narzuconego namiestnika, który rozporządzał policją polityczną, narzucał cenzurę i zarządzał obozem dla opozycji. Zarzucano mu rozrzutność i drogie podróże zagraniczne. To barwny życiorys.

Zainteresował Was ten temat? Koniecznie sięgnijcie po książkę Grzegorza Piątka „Starzyński. Prezydent z pomnika”

Grzegorz Piątek
„Starzyński. Prezydent z pomnika”
cena:
69,99 zł
Wydawca:
Wydawnictwo W.A.B.
Rok wydania:
2024
Okładka:
twarda
Liczba stron:
512
Premiera:
24.04.2024
Format:
142x202 [mm]
ISBN:
978-83-8319-544-5
EAN:
9788383195445
REKLAMA

Musimy pamiętać o tym, że Starzyński był prezydentem komisarycznym, czyli nie został wybrany przez warszawiaków, a został im narzucony przez rząd, władzę coraz bardziej despotyczną. Miał do dyspozycji nadzwyczajne środki, a także krótszą ścieżkę decyzyjną. Nie miał kontroli Rady Miejskiej, bo ją rozwiązano, rządził systemem właściwie dekretowym, a do tego, jako przedstawiciel rządzącego ugrupowania, otrzymał dostęp do pieniędzy, jakiego jego poprzednicy nie mieli. Chodziło zarówno o kredyty bankowe, jak i okazjonalne dotacje państwowe. Miał do dyspozycji zdecydowanie więcej narzędzi niż jego poprzednicy. Z tego też powodu nie był lubiany przez wielu warszawiaków, którzy widzieli w nim twardą rękę reżimu.

Stefan Starzyński.

Cały czas zastanawiam się też, czy czcząc Starzyńskiego i jego skuteczność nie dajemy upustu niebezpiecznej fantazji o twardych rządach, które wchodzą i załatwiają wszystko, nie licząc się z niczyją opinią.

Mieszkańców Warszawy pewnie kłuły w oczy też sprawy kadrowe, ponieważ prezydent Starzyński zatrudniał osoby, który były mu bliskie.

Starałem się traktować Starzyńskiego, jak każdego z bohaterów moich książek, nieco podejrzliwie, dociekliwie, ale z drugiej strony, musiałem weryfikować zarzuty opozycji, ponieważ zdawałem sobie sprawę z tego, że należały do niezmiennego repertuaru sporu politycznego, w którym pewne zarzuty nieustannie się kalkuje, powiela. 

I Starzyński nie ustrzegł się oskarżeń o rozrzutność, niegospodarność czy nepotyzm. Musiałem to wszystko sprawdzić. Nie dziwię się, że prasę opozycyjną bulwersował zakup srebrnego serwisu do podejmowania gości czy prezydenckie wydatki na zagraniczne podróże. Polska i jej stolica z trudem podnosiły się z kryzysu, było wysokie bezrobocie, na ulicach gołym okiem było widać nędzę. Z drugiej jednak strony zastanawiam się, czy prezydent stolicy nie powinien mieć prawa do takich wydatków? Miał przecież pewne obowiązki reprezentacyjne. Gdzie jest granica przyzwoitości?

Jeśli chodzi o nepotyzm, to sprawa także jest zagmatwana. Starzyński wyrzucił z ratusza około 2000 osób zatrudnionych na różnych szczeblach administracji, otoczył się ludźmi ze swojego najbliższego, politycznego otoczenia, przyjaciółmi takimi jak Julian Kulski czy Jan Pohoski, którzy towarzyszyli mu od czasu Legionów, czyli od ponad 20 lat. O ile takie osoby są kompetentne, nie powinno nas dziwić, że polityk chce się otaczać zaufanymi osobami, a Kulskiemu i Pohoskiemu nie można odmówić kompetencji. Skala czystki musiała jednak robić wrażenie, a opanowanie ratusza przez piłsudczyków potwierdzało obawy, że w Polsce coraz trudniej jest zyskać wpływ na rzeczywistość ludziom niezwiązanym z ich obozem.

REKLAMA

O Starzyńskim dobrze jednak świadczy, że w sprawach na których się nie znał, potrafił oddać pola fachowcom, którzy politycznie byli mu odlegli. Przykładem jest urbanistyka. Szef Wydziału Planowania w warszawskim magistracie Stanisław Różański miał lewicowe sympatie. Co więcej, w urzędzie zatrudnienie znaleźli nawet komuniści. Kierownikiem Pracowni Planu Ogólnego został późniejszy pierwszy powojenny prezydent Warszawy, wówczas młody i ceniony urbanista Marian Spychalski.

Stefan Starzyński odbierający dyplom honorowy pożyczki narodowej od Władysława Sołtana.

Uważam, że bardziej niepokojąca niż wspomniane zarzuty jest logika silnego spojenia warszawskiego samorządu z państwem, czyli z władzą piłsudczykowską. To była część większego procesu demontażu samorządu w polskich miastach. Starzyński nie był jedynym prezydentem komisarycznym. Rząd korzystał z każdego pretekstu, żeby narzucać swoich komisarzy, albo tak majstrował przy ustroju i ordynacji wyborczej, żeby przejmować władzę tam, gdzie dotychczas dominowała opozycja.

Choć jego nazwisko znajdowało się na listach różnych komitetów i towarzystw, on sam niewiele interesował się sztuką czy kulturą. Jak Pan wskazuje: „na salonach innych niż polityczne Starzyński potrzebował więc  przewodnika. Znalazł go w młodym historyku sztuki Tadeuszu Przypkowskim, który został jego doradcą do spraw sztuki, propagandy i wszystkiego, co światowe i eleganckie”. Widział jak dobierać specjalistów, którzy mogli służyć mu radą. Posiadał wielu takich doradców?

Kiedy pójdziemy na plac Bankowy w Warszawie, zobaczymy pomnik Starzyńskiego wyrastający z mapy. Prezentuje się go jako wizjonera. Myślę, że jego talent tkwił gdzie indziej. Nie w zdolności kreowania utopijnych wizji, tylko w tym, że wiedział jakimi ludźmi się otaczać. Miał dobre oko do odkrywania talentów i kompetencji. To cenna cecha u polityka. Miał wprawdzie tendencję do tzw. micromanagementu, czyli wnikania w różne szczegóły, przez co niektóre sprawy w ratuszu toczyły się wolniej, ponieważ musiał osobiście ich doglądać. Finanse, polityka personalna, propaganda – to był jego żywioł. Jednak w wielu sprawach potrafił zdać się na opinie ludzi, którzy mieli zdecydowanie większe kompetencje w danej dziedzinie niż on. Dużą autonomię miał wspomniany już szef Wydziału Planowania, Różański, czy dyrektor Muzeum Narodowego, Stanisław Lorentz.

Zainteresował Was ten temat? Koniecznie sięgnijcie po książkę Grzegorza Piątka „Starzyński. Prezydent z pomnika”

Grzegorz Piątek
„Starzyński. Prezydent z pomnika”
cena:
69,99 zł
Wydawca:
Wydawnictwo W.A.B.
Rok wydania:
2024
Okładka:
twarda
Liczba stron:
512
Premiera:
24.04.2024
Format:
142x202 [mm]
ISBN:
978-83-8319-544-5
EAN:
9788383195445
REKLAMA

Dowartościował też – materialnie i niematerialnie – wielu artystów czy pisarzy, ale trudno też nie zauważyć, że Starzyński traktował ich dość instrumentalnie. Ich książki, wiersze, zdjęcia, rzeźby czy grafiki kreowały jego legendę, miały przekonać warszawiaków do prezydenta i jego wizji miasta. Była to więc sztuka propagandowa. Podobnie jak w PRL, miało to swoją cenę i swoje ograniczenia.

Pomnik Stefana Starzyńskiego w Warszawie w Ogrodzie Saskim.

publikacji dokonuje Pan odbrązowienia pomnika Starzyńskiego, tej legendy, którą tak skrupulatnie budował, wspominając m.in. o tym, że miał bardzo rozbudowane biuro prasowe, które zajmowało się autoreklamą prezydenta. Dziś jest to na porządku dziennym, jednak w latach 30. XX  nie była to jeszcze popularna praktyka.

Tak – i praktyka ta stała się przyczyną wielkiego niezadowolenia opozycji i wielu warszawiaków. Starzyński zaprzągł do swoich celów propagandowych cały aparat miejski. To zawsze jest przewaga rządzącego prezydenta nad konkurentami, ale można ją wykorzystywać mniej lub bardziej ostentacyjnie. Nie chodzi tu jedynie o przecinanie wstęgi i oddawanie inwestycji, które zostały zrealizowane, ale też o urabianie opinii, kreowanie wydarzeń. Starzyński przez całą swoją czteroletnią, komisaryczną kadencję pracował na sukces w przyszłych wyborach. A ponieważ ciągle je przesuwano, można powiedzieć, że był w trybie wiecznej kampanii.

Starzyński niesamowicie rozbudował aparat prasowy i zadbał o spójność przekazu. Zakazał urzędnikom samodzielnego udzielania informacji dziennikarzom. Wszystko musiało przejść przez biuro prasowe. Każda reakcja ratusza miała być zgodna z oficjalną linią. Codziennie rano przygotowywano mu prasówkę, a gdy coś było nie tak, jego urzędnicy od razu redagowali sprostowania czy polemiki. Starzyński doskonale zdawał sobie sprawę z potęgi mediów, z oddziaływania prasy, radia czy fotografii, dlatego też zamawiał oficjalne zdjęcia miasta u najlepszych fotografów takich jak: Tadeusz Przypkowski czy Zofia Chomętowska.

Z kolei podczas kampanii wyborczej w 1938 roku wykorzystano telefon. Obdzwaniano abonentów i zachęcano do głosowania. To podejście do mediów nie tylko robiło wrażenie na warszawiakach, ale też wzbudzało kontrowersje wśród opozycji, która nie miała dostępu do tych narzędzi. Starzyński był podwójnie uprzywilejowany – nie dość, że reprezentował obóz rządzący, to jego bracia zajmowali kluczowe stanowiska  w mediach – Roman był dyrektorem Polskiego Radia, a Mieczysław redaktorem, później redaktorem naczelnym, w rządowej „Gazecie Polskiej”.

REKLAMA

To bardzo nowoczesne podejście do komunikacji. Jednym słowem potrafił wyczuwać nadchodzące trendy.

Starzyński miał naturalne wyczucie propagandowe. Prześledziłem cały jego życiorys, w tym jego pierwsze aktywności publiczne i prawie na każdym stanowisku to wykorzystywał. Kiedy był w Legionach Polskich przez pierwsze 1,5 roku nie brał udziału w walkach, tylko zajmował się propagandą i werbunkiem.

Raut u Stefana Starzyńskiego, 1938 rok (Biblioteka Narodowa).

Wiele osób zarzucało mu jednak, że jego kariera stanowi wynik przypadku. Jak „dziecko Powiśla” wywalczyło sobie swoją pozycję na scenie politycznej? To był przypadek czy skrupulatnie budowana kariera?

Uważam, że to jedno i drugie. W książce piszę o tym jak ogromny jest wpływ losu na ludzkie życie. Młody Stefan Starzyński, jeszcze jako nastolatek żyjący w kraju pod zaborami, angażował się w strajki szkolne i konspirację antyrosyjską. Nie mógł przecież wtedy liczyć na żadne profity, wręcz przeciwnie. Później postawił na Legiony i Piłsudskiego, ale było to w momencie, kiedy nie wiadomo było jeszcze jak potężny wpływ będzie miał Piłsudski w niepodległej Polsce.

Szczęście odgrywało więc u Starzyńskiego ogromną rolę, ale nie można robić z niego karierowicza, któremu się poszczęściło, ponieważ był to człowiek niesłychanie pracowity, z niesłychaną pasją do działania. Dziś powiedzielibyśmy, że był pracoholikiem. Pracował od rana do wieczora. Nie tylko w tygodniu. Potrafił dzwonić do swoich pracowników w nocy, wyrywać ich na narady i spotkania niedzielę rano. Był tytanem pracy. Nie można zatem powiedzieć, że wychodził sobie synekurę przy ekipie rządzącej, a potem tylko pobierał wysoką pensję i chodził na rauty. Absolutnie to nie jest ta historia.

Jego postawa podczas II wojny pomogła mu zbudować swoją legendę i usunąć w cień te mniej jasne karty z jego życiorysu?

Mówiliśmy sporo o Starzyńskim przedwojennym, ale Starzyński wojenny to drugi składnik legendy. Pierwszy to idealny prezydent stolicy, drugi to bohaterski prezydent podczas oblężenia Warszawy w 1939 roku. Starzyński nie opuścił miasta. Kiedy rząd polski został ewakuowany do Rumunii, on został z warszawiakami i pilnował porządku w mieście. Legenda chce, że odmówił wyjazdu, ale bardziej prawdopodobne, że mu rozkazano, a on wypełniał to polecenie z właściwą sobie pasją i sumiennością. Starał się, żeby mimo gradu bomb, wszystko w miarę normalnie funkcjonowało. Jego poświęcenie można też tłumaczyć tym, że jako człowiek miał niewiele do stracenia. Tuż przed wojną zmarła jego ukochana żona, dzieci nie miał, w zasadzie została mu tylko praca.

Zainteresował Was ten temat? Koniecznie sięgnijcie po książkę Grzegorza Piątka „Starzyński. Prezydent z pomnika”

Grzegorz Piątek
„Starzyński. Prezydent z pomnika”
cena:
69,99 zł
Wydawca:
Wydawnictwo W.A.B.
Rok wydania:
2024
Okładka:
twarda
Liczba stron:
512
Premiera:
24.04.2024
Format:
142x202 [mm]
ISBN:
978-83-8319-544-5
EAN:
9788383195445
REKLAMA

To poświęcenie doprowadziło Starzyńskiego do męczeńskiej śmierci z rąk Niemców. Dlatego pewnie najwięcej pisze się o tych paru wojennych miesiącach, w drugiej kolejności – o pięciu latach prezydentury, a poprzedzające cztery dekady życia są traktowane dość pobieżnie. Zawsze mnie ta dysproporcja raziła. To trochę tak jakby rysować człowieka, który ma wielką głowę, dość mały korpus i chudziutkie, króciutkie nóżki. Zarówno pisząc pierwszą wersję tej książki czyli „Sanatora. Karierę Stefana Starzyńskiego”, jak i tę, czułem potrzebę, żeby odwracać te proporcje. Chciałem zobaczyć na jakich nogach on stoi. Zdecydowałem się więcej napisać o młodości, o rodzinie, braciach, o tym skąd się wziął. Starałem się badać i opowiadać tę historię tak, jakbym nie znał zakończenia.

Stefan Starzyński jako żołnierz Legionów.

Śmierć prezydenta Warszawy owiana jest tajemnicą. Nie ma jednoznacznych dowodów na to, co się z nim stało. Jakie pojawiły się hipotezy?

Kwestia związana ze śmiercią Starzyńskiego to jeden z powodów, dla których zdecydowałem się przepisać jego biografię na nowo. Kiedy pisałem pierwszą książkę w połowie poprzedniej dekady, Instytut Pamięci Narodowej wznowił śledztwo w sprawie śmierci Stefana Starzyńskiego, które zostało zarzucone w latach 70. Rozstrzygnięto, że został rozstrzelany pod koniec 1939 roku w Warszawie. Przyjąłem wtedy to rozstrzygnięcie jako ostateczne.

W międzyczasie opublikowana została bardzo ciekawa książka „Tajemnica śmierci Stefana Starzyńskiego” profesora Tomasza Szaroty, w której autor przekonująco rozprawił się ze wspomnianą wyżej tezą, podważając ustalenia IPN. Pokazał, że rozstrzygnięcie zostało oparte na dość wątłych podstawach i że nie można wykluczyć innych wersji wydarzeń.

REKLAMA

Według innych hipotez Stefan Starzyński został wywieziony w głąb Niemiec i tam w jakimś więzieniu czy obozie zamęczony na śmierć. Być może datę śmierci trzeba przesunąć na lata 40., są bowiem świadectwa mówiące o tym, że Starzyńskiego próbowano wykorzystać w celach politycznych, bazując na jego autorytecie, jeszcze po inwazji Niemiec na Związek Radziecki. Planowano wtedy rzekomo sformułować legion polski, który u boku Wehrmachtu miał ruszyć na ziemie rosyjskie. Brzmi to nieprawdopodobnie, ale nie można wykluczyć takiej opcji. Niemcy próbowali kusić, wykorzystywać i zmuszać do współpracy liderów pochodzących z podbitych krajów. Może także i Starzyńskiego próbowano wykorzystać, jednakże on odmówił i musiał umrzeć.

Od lewej: Henryk Krok-Paszkowski, Stefan Starzyński, Stanisław Machowicz podczas Święta Żołnierza 15 sierpnia 1939 w Warszawie.

Szarota wskazuje też, że Starzyński musiał zginąć po cichu, żeby nie uczyniono z jego śmierci demonstracji. Sprawę chciano załatwić w tajemnicy i to się udało. Do dziś zagadka śmierci Starzyńskiego nie została rozstrzygnięta.

Również z tego powodu czułem się zobowiązany do tego, żeby nie wznawiać mojej pierwszej książki bez zmian, ale żeby przepisać ją od nowa, uwzględniając najnowszy stan badań i ujmując nowe wątpliwości. Żadna historia nie jest napisana raz na zawsze, ale w przypadku Starzyńskiego nawet jeśli weźmiemy pod lupę najlepiej udokumentowany okres jego życia, czyli właśnie wrzesień 1939 roku, z którego pochodzą dziesiątki świadectw, wspomnień różnych współpracowników, przyjaciół, znajomych, okazuje się, że relacje te różnią się od siebie – i w podstawowej chronologii, faktografii, i w ocenach jego motywacji, poglądów czy rysie psychologicznym. Ta historia nadawała się do opowiedzenia od nowa.

I na pewno stanowi świetny materiał na film.

Też tak uważam. W latach 70. nakręcono już znakomity film „Gdziekolwiek jesteś panie prezydencie” z Tadeuszem Łomnickim, opowiadający o wrześniu 1939 roku, zrealizowany w konwencji paradokumentalnej. Myślę jednak, że czas na nową opowieść. We wspomnianym filmie występuje wiele niespójności, choćby to, że Stefan Starzyński podczas oblężenia Warszawy cały czas nosi garnitur. Natomiast on miał na sobie mundur, co miało duże znaczenie psychologiczne. Pokazywał tym, że podporządkował się wojsku, i że każdy w mieście walczy, nawet jeśli nie ma broni w ręku. To są takie niuanse, które pokazują jak myśli się o Starzyńskim jako o dobrotliwym ojcu miasta, dość apolitycznym urzędniku. A on widział siebie jako żołnierza.

Materiału na film biograficzny jest bardzo dużo, a historia jest niesamowita. Można przedstawić Starzyńskiego nie tylko przez pryzmat pełnionej przez niego roli publicznej, ale ukazać także jego tajemnicze życie prywatne, jego stosunki z braćmi. Byłby to obraz piłsudczykowskiej elity, gdzie na służbowe zależności nakładają się rodzinne. Na pewno ciekawe jest także jego tajemnicze pierwsze małżeństwo czy trójkąt miłosny, o którym w nowej książce piszę szerzej niż wcześniej, bo w międzyczasie objawiło się kolejne świadectwo. Mam nadzieję, że znajdzie się zdolny scenarzysta, który zdecyduje się opowiedzieć tę historię od nowa.

Dziękuję serdecznie za rozmowę!

Materiał powstał dzięki współpracy reklamowej z GWFoksal.

Zainteresował Was ten temat? Koniecznie sięgnijcie po książkę Grzegorza Piątka „Starzyński. Prezydent z pomnika”

Grzegorz Piątek
„Starzyński. Prezydent z pomnika”
cena:
69,99 zł
Wydawca:
Wydawnictwo W.A.B.
Rok wydania:
2024
Okładka:
twarda
Liczba stron:
512
Premiera:
24.04.2024
Format:
142x202 [mm]
ISBN:
978-83-8319-544-5
EAN:
9788383195445
REKLAMA
Komentarze

O autorze
Magdalena Mikrut-Majeranek
Doktor nauk humanistycznych, kulturoznawca, historyk i dziennikarz. Autorka książki "Henryk Konwiński. Historia tańcem pisana" (2022), monografii "Historia Rozbarku i parafii św. Jacka w Bytomiu" (2015) oraz współautorka książek "Miasto jako wielowymiarowy przedmiot badań" oraz "Polityka senioralna w jednostkach samorządu terytorialnego", a także licznych artykułów naukowych. Miłośniczka teatru tańca współczesnego i dobrej literatury. Zastępca redaktora naczelnego portalu Histmag.org.

Wszystkie teksty autora

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści. Za darmo.
Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2023 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone